Wrocław - Nowe życie w starych murach

Zapraszamy do lektury ostatniego, dziesiątego artykułu z cyklu powstałego w ramach projektu "25 lat Traktatu o Dobrym Sąsiedztwie i Przyjaznej Współpracy jako krok milowy w budowaniu ładu europejskiego po 1989 r. - przyczynek do ogólnopolskiej debaty publicznej" organizowanego przez Fundację "Krzyżowa" dla Porozumienia Europejskiego i współfinansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej.


Nowe życie w starych murach

 

Jako Europejska Stolica Kultury Wrocław nie tylko zajął swoje miejsce na europejskiej scenie. Miasto nad Odrą pozostawiło też daleko w tyle inne polskie miasta. Gdy mówi się teraz o niemieckim dziedzictwie i polskiej teraźniejszości, myśli się w Niemczech przede wszystkim o Wrocławiu/Breslau.

Dopiero później wymienia się Szczecin, Gdańsk i Poznań.

Również przy okazji licznych wystaw i imprez, ale także „Pociągu do kultury”, który zbudował most między Wrocławiem a Berlinem, odnowił stare więzi między dwoma odnowionymi miastami i podniósł na nowy poziom. Już nie tylko chodzi o niemiecką przeszłość i polską teraźniejszość, ale także europejską przyszłość. To, że Wrocław widzi swoją przyszłość w Europie, wskazał jasno prezydent Rafał Dutkiewicz w ceremonii otwarcia Europejskiej Stolicy Kultury w Narodowym Forum Muzyki w styczniu 2016 roku.

Jeśli chodzi o przeszłości i teraźniejszości Wrocławia, nadal używa się także dziś zbyt dobrze znanych obrazów. Opowiada się historię Hali Stulecia Maxa Berga, którą nazwano po wojnie Halą Ludową (Volkshalle), zanim w 2006 roku została wpisana pod starą nazwą jako Hala Stulecia na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Niemieccy turyści zadziwiają się jak administracja polskiego Wrocławia po 1945 roku wprowadza się do, na przykład, pruskiego neogotyckiego budynku dawnej siedziby policji. A fakt, że miasto prezentuje ponad tysiąc lat historii w dawnym pruskim pałacu królewskim, pokazuje, jak w międzyczasie swobodnie i niezależenie nad Odrą obchodzi się z własną historią. Do niej należy nie tylko przynależności do Prus, ale także do Czech i Cesarstwa Habsburgów.

W codziennym życiu większości z 630.000 mieszkańców miasta te przykłady nie mają dużego znaczenia. Są one obecne albo w osiedlach z okresu powojennego, które powstały w latach dwudziestych, lub z czasów grynderskich jak Nadodrze (Odervorstad) na północy lub Przedmieście Oławskie (Ohlauer Vorstad) na wschodzie. Tu także chodzi o temat "dziedzictwa niemieckiego i polskiej teraźniejszości". Jednak teraźniejszość, którą widzi każdy, kto idzie ulicami tych dzielnic, jest mniej świetlista niż Hala Stulecia.

Problemy społeczne

W 1997 roku podczas wielkiej powodzi we Wrocławiu szczególnie dotknięte zostało Przedmieście Oławskie. Do tej pory wszystkie straty nie zostały wyeliminowane, większość domów jest nieodrestaurowana i często znajduje się w opłakanym stanie. Kto mógł, wyprowadził się, pozostali ci, którzy nie mieli wyboru. Przedmieście Oławskie uznaje się za „Trójkąt Bermudzki” jako dzielnicy problemów społecznych, która pojawia się tylko w mediach, gdy jak ostatnio miała stanowić tło planu filmowego jako Berlin w filmie Stevena Spielberga.

Również obok Nadodrza sąsiedni Ołbin (Elbing) uznawany był długo jako dzielnica problemów społecznych. Z liczbą 31 818 mieszkańców na kilometr kwadratowy Nadodrze jest jedną z najgęściej zaludnionych dzielnic Wrocławia. Przeciętny wskaźnik w nadodrzańskiej metropolii to 2 170 mieszkańców na kilometr kwadratowy. Dla porównania, w Friedrichshain-Kreuzberg, najbardziej gęsto zaludnionej dzielnicy Berlina, żyje w oficynach i bocznych skrzydłach które są od czasów grynderskich w dzielnicach Berlina, 13 500 mieszkańców na kilometr kwadratowy. Na Kreuzbergu dostępnych jest znacznie więcej metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej niż na Nadodrzu.

"Jeszcze przed dziesięciu laty Nadodrze nie cieszyło się dobrą reputacją” powiedział odpowiedzialny za odnowę miasta wiceprezydent Adam Grehl. "Powoli, ale zmieniło się postrzeganie tego miejsca. Można to zauważyć po tym jak myśli się o Nadodrzu i jak o nim mówi".

Nowy rozdział

Rzeczywiście, w 2007 roku otwarto nowy rozdział historii dzielnicy. Przez sześć lat - od 2007 do 2013 toku - trwa w mieście proces restrukturyzacji na przedmieściach Odry. "Poprzez różne badania stwierdziliśmy nagromadzenie problemów społecznych na Nadodrzu", mówi Grażyna Adamczyk-Arns, architekt, urbanista i dyrektor zajmującej się rewitalizacją spółki Wrocławska Rewitalizacja. Ponieważ nie ma w Polsce, w przeciwieństwie do Niemiec, ustawy o rewitalizacji miasta, jest dostępne niewiele środków na ich odnowę. "Skoncentrowaliśmy się na odnowie terenów zielonych i podwórek", wyjaśnia Adamczyk-Arns. "Chcieliśmy dać impuls miastu, który przejęty zostałby przez mieszkańców i inwestorów prywatnych."

Według planu zagospodarowania przestrzennego zostały stworzone park przy ulicy Pomorskiej i park Staszica w pobliżu stacji Wrocław Nadodrze, a także  kępa zieleni na Placu Świętego Macieja. Doszedł do tego wzrost wartości pół tuzina posesji. Do rewitalizacji ogromne podwórka były często zaniedbane, służyły jako nielegalne parkingi lub wysypiska śmieci. "W badaniach obywatelskich i podczas spotkań, mieszkańcy wielokrotnie podkreślali, że projekt dziedzińców i zieleni są dla nich najważniejsze", mówi szefowa rewitalizacja miasta, pani Adamczyk-Arns. "Teraz widzą, że obszar ten zmienił się na lepsze."

Rewitalizacja domów z czasów grynderskich ograniczyła się jednak do kilku ulic, takich jak ulica Bolesława Chrobrego. Przyczyna leży w strukturze własnościowej tej dzielnicy. Tylko na Nadodrzu 70 procent mieszkań należy do miasta. To ma złe i dobre strony. Miasto nie ma pieniędzy na remonty oprócz fasad, dachów i schodów. Lokatorzy muszą dbać sami o mieszkania. Z drugiej zaś strony, "w przeciwieństwie do Berlina gentryfikacja na Nadodrzu jest właściwie niezauważalna", mówi Grażyna Adamczyk-Arns. Wprawdzie miasto sprzedaje czasem mieszkania dla lokatorów w specjalnej cenie, "ale przez pięć lat nie mogą go odsprzedać", mówi szefowa prac konserwatorskich. Jest to rodzaj ograniczenia prawnego, który gwarantuje, że na Nadodrze nie dotrze fala spekulacji.

Nowe, drogie projekty budowlane

Wrocław Nadodrze jest amalgamatem pod względem historycznym, społecznym i kulturowym. Przedmieścia Wrocławia powstałe w dziewiętnastym wieku, których kamienice rozciągały się między Odrą i przebudowanym kanałem Starej Odry, za którym rozpoczynały się i rozpoczynają przedmieścia. Po wojnie na dworzec Wrocław Nadodrze przybyli pierwsi polscy osadnicy i próbowali jak mogli zadomowić się w dawnych grynderskich domach. Nie każdemu się to udało. Jeszcze dziś piętrzą się w sprawozdaniach gazet informacje o wandalizmie i zakłócaniu ciszy nocnej.

I do dziś wkład Nadodrza i dworca Wrocław Nadodrze do kolonizacji polskiej Wrocławia jest nie do przecenienia. Na stacji nie ma tablicy upamiętniającej pierwszych osadników tu przybyłych i zmieniających krok po kroku niemieckie miasto w polskie. Wydawać by się mogło, jakoby dzielnica odpowiedzialnych za kulturę pamięci wciąż była zbyt "niemiecka" ze względu na czasy grynderskie.

Tym bardziej obecna jest teraźniejszość i obietnica świetlanej przyszłości. Od strony Odry powstały wzdłuż ulicy Drobnera w ostatnich latach nowe, piękne budynki. "Nadodrza nie można pomylić", uważa Marcin Misztal, wiceszef nieruchomości i2 Development Company. Nowe projekty budowlane jego firmy mają nazwy, które znalazły by uznanie w Berlinie: La Boheme, Golden House czy Royal Apartments.

Deweloperzy jak pan Misztal postrzegają "nowe Nadodrze" jako dzielnicę, która wyróżnia się zabytkowymi budynkami i narosłymi sąsiedztwami, ale również bliskością do centrum i spektakularnego wrocławskiego rynku. "Nadodrze jest doskonałym miejscem do życia" , twierdzi pan Misztal, ", zwłaszcza dla aktywnych ludzi."

Krytyczne głosy


Roland Zarzycki z pewnością by się pod tym podpisał. We Wrocławiu nowe, drogie projekty budowlane nie są powodem do agresji, worki z farbą nie są rzucane na piękne fasady, samochody nie stają w płomieniach. Dopóki młodzi, zamożni Wrocławianie będą mieszkać w nowych budynkach, jest ten konsnes, ten szczególny duch Nadodrza jest niezagrożony.

Jednak Roland Zarzycki ma krytyczne zdanie, jeśli chodzi o przyszłość Nadodrza. Gdy krajowe jury z Warszawy przyjechało kilka lat temu do Wrocławia, aby skontrolować stan kandydatury Wrocławia jako Europejskiej Stolicy Kultury, to pan Zarzycki przekonał władze miasta, że muszą one prowadzić jurorów przez Nadodrze. Jest to ta dzielnica, która według przekonania działacza i współautora wniosku Wrocławia, odróżniała go od konkurentów: Szczecina, Gdańska, Łodzi czy Katowic. Nadodrze mogło okazać się decydujące przy podejmowaniu decyzji o przyznaniu tytułu Europejskiej Stolicy Kultury.

Istotnie, decyzja co do wyboru Wrocławia zapadła na tym spotkaniu. Ale kolejny zastrzyk pieniędzy dla Nadodrza, który pan Zarzycki i inni autorzy zwycięskiego wniosku mieli na myśli, został cofnięty. Zaledwie Wrocław zdobył tytuł, administracja miasta obniżyła środki na Nadodrze. Pozostały tzw. "minigranty", o które mogą się ubiegać mieszkańcy dla swoich inicjatyw.

Niemniej pan Zarzycki jest optymistą w sprawie przyszłości Nadodrza. "Nie mają tu siedziby wielkie instytucje kulturalne, ale są festiwale, debaty, warsztaty i liczne miejsca spotkań". W szczególności, spontaniczne rozmowy na ławkach w parku, przed sklepami, na rogach ulic pokazują, że Nadodrze żyje. W Berlinie powiedziałoby się: Ale jestem sexy.


Uwe Rada

Polub nas na Facebooku

Newsletter

© 2016 Fundacja "Krzyżowa" dla Porozumienia Europejskiego.