Niemcy wobec fali uchodźców – polski obraz wydarzeń i stosunki polsko-niemieckie

W 2015 r. wielka fala migracyjna miała istotny wpływ na sytuację wewnętrzną w Polsce i Niemczech, choć Polska przyjęła jedną z najmniejszych grup uchodźców z Bliskiego Wschodu, natomiast Niemcy największą w UE. Reakcja elit politycznych i społeczeństw obu krajów rózniły się zdecydowanie.

Ze wględu na tą zasadniczą różnicę kwestia uchodźców stanowi bardzo poważne wyzwanie dla relacji polsko-niemieckich. Te różnice dotyczą fundamentalnych kwestii światopoglądowych i prawno-ustrojowych. Znalezienie kompromisu między Polską i Niemcami w tej kwestii będzie bardzo trudne.

W 2015 r. kryzys migracyjny stał się jedną z najpoważniejszych kwestii spornych w relacjach polsko-niemieckich. Ten spór zaostrzył się po dojściu do władzy w Polsce Prawa i Sprawiedliwości (PiS), narodowo-konserwatywnej partii, której przywództwo odczuwa wobec Niemiec dużą podejrzliwość, a nierzadko niechęć głeboko zakorzenioną w trudnej historii relacji polsko-niemieckich. Problem uchodźców jest niezwykle trudną sprawą w relacjach dwustronnych, ponieważ dotyczy spraw światopoglądowych, a równocześnie suwerenności i bezpieczeństwa. Kryzys uchodźców pokazał jak bardzo poważne różnice istnieją między Polską i Niemcami w ich stosunku do muzułmanów, z których w obu krajach nie zdawano sobie sprawy.

Reakcja w Polsce

W 2015 r. Polskę w odróżnieniu od Niemiec w znikomym stopniu dotknęła kwestia uchodźców z Bliskiego Wschodu. W trzech pierwszych kwartałach 2015 r. mniej niż 10 tys. osób złożyło wniosek o przyznanie azylu w Polsce. Wiele z nich w ogóle nie zostało zaakceptowanych do rozpatrzenia przez polski urząd ds. cudzoziemców. W pierwszej instancji zostało rozpatrzonych w tym samym okresie mniej niż 2,9 tys. wniosków. Poziom pozytywnych decyzji należał do jednego z najniższych w UE (20%, czyli mniej niż 600 osób). Pod koniec listopada na rozpatrzenie czekało w polskich urzędach 3.3 tys. wniosków o azyl. Wśród wniosków przyjętych do rozpatrzenia w pierszej instancji Syryjczycy stanowili mniej niż 250 osób. Warto przypomnieć, że w latach 90. w jednym momencie na terytorium Polski znajdowało się ponad 85 tys. uchodźców z Czeczenii. Część z nich było bojownikami biorącymi udział w działaniach zbrojnych. Wówczas ta kwestia w bardzo ograniczonym stopniu była obecna w polskiej debacie publicznej.

2015 był w Polsce rokiem wyborczym. Rząd Ewy Kopacz uznał kwestię uchodźców ze względu na kampanię wyborczą za bardzo kontrowersyjny temat. W efekcie jego postawa była bardzo niespójna. Rząd Polski przed szczytem UE we wrześniu dotyczącym relokacji uchodźców przez kilka miesięcy prezentował wspólne stanowisko z krajami Grupy Wyszehradzkiej przeciwstawiając się samej propozycji kwotowego systemu podziału azylantów między krajami UE. Polska zadeklarowała gotowość dobrowolnego przyjęcia grupy uchodźców co w sytuacji bardzo poważnej niechęci do polskiego społeczeństwa do tej idei (czytaj dalej) oznaczałoby faktycznie akceptację bardzo niewielkiej grupy uchodźców. Strona polska nie zgadzając się na akceptację uchodźców uzasadniała swoją decyzję sezonowym zatrudnieniem w pierwszej połowie 2015 r. 400 tys. Ukraińców, których liczba do końca roku prawdopodobnie wzrośnie do 800 tys. Doceniając otwartość polskiego rynku pracy będącej wsparciem dla ukraińskiej gospodarki, należy przyznać,że Ukraińcy zatrudnieni w Polsce w olbrzymiej większości nie są uchodźcami z Donbasu, lecz mieszkańcami zachodniej i środkowej Ukrainy. Są klasyczynymi imigrantami zarobkowymi przyczyniającymi się swoją pracą do rozwoju ekonomicznego Polski. Co więcej powołanie się na kwestię pomocy dla uchodźców na Ukrainie, warto przypomnieć, że polska pomoc rozwojowa pomimo znaczącego wzrostu pozostała w 2015 r. na bardzo niskim poziomie (0,12% PKB). Natomiast polska pomoc dla Ukrainy choć zdecydowanie wzrosła jest wciąż bardzo niewielka biorąc pod uwagę jej potrzeby i znaczenie dla Polski oraz polski potencjał ekonomiczny. Podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim 19 stycznia 2016 r. premier Beata Szydło stwierdziła, że Polska przyjęła milion uchodźców z Ukrainy, którym nikt nie chciał pomóc. W rzeczywistości w 2015 r. status uchodźcy w Polsce dostało po odwołaniach dwóch Ukraińców. 24 osoby uzyskały ochronę uzupełniającą, a sześć - zgodę na pobyt tolerowany.

Na szczycie UE pod koniec września 2015 r. Polska w odróżnieniu od pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej zaakceptowała system kwot ws. uchodźców, choć sprzeciwiła się, żeby miał on stały charakter. Polska zgodziła się na przyjęcie po uprzedniej weryfikacji ponad 7 tys. uchodźców. Ta nagła zmiana stanowiska była trudno do zrozumienia dla polskiego społeczeństwa. Rząd polski przez kilka miesięcy pozostał bierny nie próbując przekonać Polaków, że uchodźcy nie stanowią istotnego zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju, istnieją argumenty moralne za ich przyjęciem oraz polityczne uzasadnienie związane z solidarnością wobec innych krajów UE oraz pozycją Polski w Europie. Niemal w ogóle nie pojawiła się kwestia konsekwencji pozostania około miliona uchodźców na Bałkanach dla stabilności tego regionu.

Zgoda na przyjęcie siedmiu tysięcy uchodźców spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem głównej siły opozycji Prawa i Sprawiedliwości, która pod koniec października wygrała wybory parlamentarne. Straszenie islamem i uchodźcami, utożsamionymi z terroryzmem, przemocą i gwałtem było jedną -choć nie kluczową przyczyną- jej sukcesu wyborczego. W trakcie kampanii wielu prawicowych polityków i dziennikarzy cynicznie wykorzystało lęki przed muzułmanami i uchodźcami do zbijania kapitału politycznego.W słynnej mowie sejmowej Jarosław Kaczyński lider największej polskiej partii ogłosił, że rzekomo w Szwecji w 54 dzielnicach panuje szariat, zaś uchodźców uznał za nosicieli niebezpiecznych chorób i skorupiaków. Prawicowy tygodnik „W Sieci” przedstawił Ewę Kopacz wówczas premier Polski w burce z pasem z materiałami wybuchowymi. Po zamachach w Paryżu nowy rząd PiS zapowiedział możliwość wycofania się z tego zobowiązania. Jednak, ostatecznie zgodził się w 2016 r. na przyjęcie maksymalnie 400 osób. Władze polskie zapowiedziały, że będą to przede wszystkim chrześcijanie, którzy według polskich polityków stanowią główne ofiary ludobójstwa dokonane przez Państwo Islamskie. W rzeczywistości chrześcijanie stanowią zdecydowaną mniejszość ofiar konfliktu w Syrii i są niedoreprezentowani wśród nich w porównianiu z ich udziałem w skali populacji. Po drugie Państwo Islamskie odpowiada za zdecydowanie mniejszą liczbę ofiar niż reżim Asada i uznaje szyitów, „sunnitów-apostatów” i jazydów – w odróżnieniu od chrześcijan- za grupy a priori skazane na eksterminację.

Argumentacja Prawa i Sprawiedliwości w kwestii uchodźców nie jest spójna wewnętrznie. Z jednej strony politycy Prawa i Sprawiedliwości twierdzili, że siedem tysięcy uchodźców wyznających islam stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, gdyż może być źródłem ataków terrorystycznych. Oprócz utożsamienia uchodźców i islamu z terroryzmem, politycy PiS twierdzili, że uchodźcy są totalnie odmienni kulturowo, nigdy się nie zintegrują, a wpuszczenie niewielkiej grupy wywoła efekt domina i przybycie co najmniej kilku razy więcej. To przekonanie wzmocniła porażka Z drugiej strony Prawo i Sprawiedliwość twierdzi, że nie ma sensu ich przyjmować, gdyż uchodźcy i tak będą chcieli pojechać do Niemiec i nie zostaną w Polsce. W efekcie z argumentacji PiS wynikała teza, że Niemcy muszą znajdować się w sytuacji ogromnego zagrożenia, jeśli na ich terytorium znalazło się około miliona uchodźców i mieszka ponad 4,5 miliony muzułmanów.

Możliwe jest wykorzystanie w przyszłości przez partię rządzącą lęku przed muzułmanami i uchodźcami w przyszłości, gdyż niestety te lęki są jedną z nielicznych kwestii popieranych w głęboko podzielonej Polsce przez większość Polaków. W 2015 r. we wszystkich badaniach poświęconych uchodźcom z Bliskiego Wschodu zdecydowana większość Polaków była przyjęciu grupy liczniejszej niż 20 tys. (0,05%). Zamachy terrorystyczne w Paryżu wzmocniły i tak negatywny stosunek Polaków do uchodźców. W grudniu 2015 r. o 13% w porównaniu z październikiem wzrosła liczba przeciwników przyjęcia przez Polskę 7 tys. uchodźców (czytaj poniżej). Obecnie 64 proc. badanych sprzeciwia się przyjęciu części przybyłych do Unii uchodźców z Bliskiego Wschodu. 30 proc. popiera takie działania. Tylko 5 proc. badanych przez CBOS uważa, że Polska powinna pozwolić im na stałe osiedlenie. W badaniu przeprowadzonym w styczniu 2016 r. wynik był niemal identyczny. Większość Polaków (66 proc.) przychylnie przyjęłaby starania rządu o zmianę wcześniejszych ustaleń dotyczących rozlokowania uchodźców między państwa członkowskie przyjętych przez poprzedni rząd. Tylko 21 proc. byłoby krytycznych wobec takich ewentualnych działań rządu.1 Wcześniejsze poparcie dla przyjęcia uchodźców oznaczało w przypadku olbrzymiej większości respondentów zgodę na przybycie do Polski jedynie niewielkiej ich grupy. W badaniu przeprowadzonym pod koniec września 2015 r., gdy mniej niż 40% Polaków poparło przyjęcie uchodźców- wśród tych ostatnich: niemal 30% zgodziło się na akceptację maksymalnie 2 tys. uchodźców, nie więcej niż 10 tys. (ponad 35%) i maksymalnie 20 tys. (prawie 10%), zaś jedynie 10% poparło przyjęcie więcej niż 20 tys. uchodźców, ponad 15% nie miało zdania. 2 Biorąc pod uwagę pojawienie się w 2015 w Polsce bardzo małej grupy uchodźców z Bliskiego Wschodu, reakcję wielu Polaków na przyjęcie 7 tys. z nich należy uznać za przejaw zbiorowej histerii. W sondażu przeprowadzonym w październiku 2015 r. przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych, na pytanie: „Czy Polsce grozi islamizacja w związku z napływem imigrantów z Bliskiego Wschodu” odpowiedziało twierdząco niemal 45% Polaków. Wśród ludzi młodych takiego zdania było niemal 80% badanych.3  Można przypuszać, że te obawy wzrosły w ostatnich miesiącach z powodu zamachów terrorystycznych oraz wydarzeń sylwestrowych w Niemczech (ponad tysiąc przypadków drobnych kradzieży i molestowania seksualnego, których sprawcami byli głównie uchodźcy i imigranci).

Histeryczną reakcję wielu Polaków należy tłumaczyć wyjątkową w Europie homogenicznością religijną Polski oraz umacnianiem się od kilku lat w polskim społeczeństwie postaw nacjonalistycznych. Nie chrześcijanie stanowią mikroskopijną część mieszkańców Polski. Przykład Niemiec pokazuje, że brak regularnych kontaktów międzyludzkich z muzułmanami wpływa wyraźnie na stosunek do nich. Niemcy ze wschodnich landów, gdzie nie licząc Berlina społeczność muzułmańska jest bardzo mała mają zdecydowanie bardziej negatywny stosunek do muzułmanów niż Niemcy z Zachodu z landów, gdzie od kilku dekad mieszkają oni z imigrantami z Turcji czy Bałkanów. Badania opinii publicznej i wypowiedzi wielu polityków nie pozostawiają wątpliwości, że Polacy mają bardzo ograniczoną wiedzę na temat islamu. W badaniach przeprowadzonych w 2014 r. przez ośrodek badawczy IPSOS w krajach UE na temat niewiedzy o własnym kraju i świecie Polacy zajęli drugie miejsce za Włochami. Zapytani o udział procentowy muzułmanów w ramach polskiego społeczeństwa zawyżyli go do poziomu 5% czyli o kilkadziesiąt razy, radykalnie bardziej niż mieszkańcy krajów UE, gdzie mieszkają liczniej muzułmanie.

Kwestia uchodźców i islamu została wykorzystana propagandowo przez środowiska skrajnie prawicowe, których poglądy zyskały w przestrzeni publicznej poparcie części Polaków. 11 listopada w Dniu Niepodległości anty-muzułmańskim marszu nacjonalistów w Warszawie wzięło udział około 70 tys. osob- najwięcej w historii- dwa razy więcej ludzi niż kiedykolwiek w demonstracji anty-muzułmańskiej Pegidy w Niemczech, liczących przecież ponad dwa razy więcej mieszkańców niż Polska. (Mniejsze kilkutysięczne demonstracje odbyły się w innych miastach). W internecie bynajmniej nie anonimowo bardzo wielu obywateli Polski głosiło poglądy, który należy uznać za mowę nienawiści i karalne wzywanie do użycia przemocy.

Reakcja w Niemczech

W 2015 r. w liczbach bezwzględnych Niemcy przyjęli zdecydowanie najwięcej uchodźców i imigrantów ze wszystkich krajów unijnych. Według ministra spraw wewnętrznych Bawarii do początku grudnia 2015 r. w Niemczech zarejerstowało się na zasadzie ułatwionej i przyspieszonej ścieżki milion osób. Jednak, część ekspertów uważa, że ta liczba jest mniejsza ze względu na kilkukrotną rejerstrację znacznej części tych osób w Niemczech i innych krajach. Przyjęcie tak wielu osób miało poważny wpływ na scenę polityczną i nastroje społeczne sprzyjając polaryzacji społeczeństwa, która jednak nie obaliła wiary większości Niemców w konieczność udzielenia pomocy uchodźcom -czyli, osobom prześladowanym lub uciekającym przed wojną- bez różnicy na wyznawaną religię. Kluczowym rolę w kryzysie uchodźców odegrała kanclerz Angela Merkel. Od momentu wybuchu kryzysu do dzisiaj jest ona przeciwna zamknięciu granic niemieckich i uniemożliwieniu wjazdu uchodźców do Niemiec. Merkel była lokomotywą niemieckiej polityki otwartych drzwi wobec uchodźców pochodzących z Syrii (zawieszenie protokołu dublińskiego), gdzie toczy się najkrwawszy obecnie konflikt zbrojny na Ziemi. Jak powiedziała Merkel na konferencji partyjnej w grudniu tego roku, kryzys uchodźców „to była sytuacja, która wystawiła nasze europejskie wartości na próbę, jak rzadko kiedy.” natomiast udzielenie im pomocy ”to było ni mniej i ni wiecej tylko imperatyw moralny”.4

Merkel zapłaciła wysoką cenę polityczną za bardzo pryncypialne stanowisko w sprawie uchodźców. Poparcie dla niej spadło z 75% w kwietniu 2015 r. poniżej 50% w listopadzie 2015 r. Osłabienie fali uchodźców w grudniu wpłynęło pozytywnie na notowania Merkel, które wzrosły do blisko 55% w grudniu 2015 r. Jednak, można spodziewać się ponownego osłabienia jej notowań ze względu na zajścia sylwestrowe w Niemczech. Merkel pozostaje na trzeciej pozycji wśród najbardziej popularnych polityków niemieckich. Kanclerz Merkel spotkała się z największą opozycją ze strony bawarskiego sojusznika CSU i jej lidera Horta Seehofera, który próbował zbudować front przeciw niej także w CDU. Postawa CSU wynikała z faktu, że jest ona partią bardziej konserwatywną niż CDU i jako land graniczący z Austrią jest bramą dla uchodźców i imigrantów przybywających szlakiem przez Bałkany. W CDU Merkel była krytykowana przez liderów partyjnych w tym Wolfganga Schauble, który jest obecnie najbardziej popularnym politykiem w kraju. Merkel udało się przezwyciężyć opozycję wewnętrzną – wykorzystując min. poparcie partii centrowych i lewicowych oraz idąc na pewne ustępstwa wobec wewnątrz partyjnych krytyków (np. zobowiązanie do zdecydowanych działań na rzecz zmniejszenie liczby uchodźców i uszczelnienia granic UE na konferencji partyjnej, przywrócenie protokołu dublińskiego). Jej mocną pozycję wewnątrz partii potwierdziła coroczna konferencja CDU, która odbyła się w grudniu 2015 r., gdzie uzyskała poparcie olbrzymiej większości delegatów.

Merkel wzięła na siebie odium lęków i niezadowolenia społecznego związanego z kryzysem uchodźców. W jego trakcie poparcie dla rządzącej chadecji (CDU) spadło w sondażach z 42% w kwietniu do 36 % w styczniu 2016 roku. Ten negatywny trend spadkowy został powstrzymany pod koniec listopada wraz z osłabieniem fali uchodźców. Jednak, dalsze spadek poparcia dla CDU nastąpił w styczniu po wspomnianych zajściach sylwestrowych.(W sondażach przeprowadzanych przez ośrodek INSA poparcie dla CDU spadło do poziomu 32,5% jednak to centrum badań jest ściśle powiązane z skrajnie prawicową partią Alternatywa dla Niemiec AfD i jej prognozy wyborcze różniły się wyraźnie od wyników wyborów w ostatnich wyborach).

W odpowiedzi na wielką falę uchodźców wzrosło natomiast znacząco poparcie dla populistyczno-nacjonalistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Jeszcze pod koniec sierpnia bieżącego roku jej notowania w sondażach wynosiły średnio 3-4%, co oznaczało, że partia nie ma szans na przekroczenie progu wyborczego (5%). Obecnie poparcie dla niej wynosi 10%. Wzrost popularności tego ugrupowania wyhamował wraz z osłabieniem napływu migrantów i został wzmocniony przez zajścia sylwestrowe. Kwestia uchodźców była także źródłem napięć między władzami federalnymi i landami. Na początku września Niemcy podjeły decyzję o wprowadzenia kwot podziału osób starających się o azyl pomiędzy landami. Jednak, po kilku dniach skala napływu uchodźców była tak duża, że landy zaczęły krytykować system kwotowy.

Masowy napływ uchodźców i imigrantów wywołał dwie przeciwstawne reakcje w niemieckim społeczeństwie. Z jednej strony wielką mobilizację dużej części społeczeństwa chcącego pomóc uchodźcom. Z drugiej strony wzrost lęków wynikających z tak wielkiej fali uchodźców, demonstracje przeciw uchodźcom i akty przemocy ze strony skrajnej prawicy. Społeczeństwo niemieckie pomimo wzrostu lęków przed napływem tak wielkiej grupy osób nie zmieniło pozytywnej opinii (pomimo pewnego osłabnięcia poparcia) ws. przyjmowania osób uciekających z terenów, gdzie toczą się działania zbrojne. W badaniu przeprowadzonym w październiku 2015 r. przez instytut Allensbach dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zdecydowana większość Niemców opowiadała się za przyjęciem osób, które uzyskały status uchodźców oraz za jak najszybszą deportacją osób uznanych za imigrantów zarobkowych.

Niemieckie społeczeństwo było gotowe udzielić wsparcia uchodźcom i angażując się na wielką skalę w działalność wolontariacką przyczyniło się w bardzo dużym stopniu do poradzenia sobie z ich napływem przez Niemcy. Na początku sierpnia w badaniu przeprowadzonym dla tygodnika Stern przez Forsa Institut 60% Niemców zadeklarowało gotowość pomocy uchodźcom. Pod koniec października 2015 r. 10% Niemców było gotowych natychmiast przyjąć uchodźcę do domu, zaś 46% w przypadku pokrycia finansowego jego pobytu, 43% w żadnym wypadku nie godziło się na przyjęcie uchodźcy we własnym domu. W badaniu przeprowadzonym przez kościół ewangelicki opublikowanym przez tygodnik „Focus” w grudniu 2015 r. 51% Niemców zadeklarowało gotowość wsparcia obozu dla uchodźców w pobliżu swojego domu. 11 % badanych stwierdziło, że już pomogła w opiece i zakwaterowania uchodźców, zaś tyle samo stwierdziło, że robi to obecnie. 37% z kolei powiedziało, że w przeszłości przekazało pieniądze dla uchodźców. 48% zadeklarowaó, że może to zrobić w przyszłości. Ponadto, 13 % badanych zgodziło się na przyjęcie uchodźców w ich własnych domach. Pomimo problemów z napływem wielkiej grupy ludzi, Niemcy nie poparli idei odizolowania się od świata. W listopadzie jedynie 17% Niemców było zwolennikami budowy muru na granicy z Austrią, niemal 80% było przeciwnych. Pod tym względem Niemcy różnili się zasadniczo od Węgrów. Ta różnica była tym bardziej oczywista, gdy weźmiemy pod uwagę, że Węgry miał wyłącznie charakter tranzytowy w odróżnieniu od Niemiec.

Zdecydowanie bardziej pozytywny stosunek Niemców niż Polaków do uchodźców wynikał z faktu, że islamofobia jest znacznie słabsza w Niemczech niż Polsce. W badaniach przeprowadzonych przez Pew Research Centre wiosną 2015 r. pozytywny stosunek do muzułmanów mieszkających w ich kraju miało blisko 70% Niemców (blisko 25% negatywny). Natomiast w Polsce proporcje były niemal odwrotne(ponad 55% stosunek negatywny i 30% pozytywny). Także debata publiczna w Niemczech wyglądała inaczej niż w Polsce. Była znacznie mniej emocjonalna, natomiast zdecydowanie bardziej merytoryczna. Oprócz różnych obaw pojawiła się w niej też kwestia korzyści dla gospodarki i społeczeństwa niemieckiego zwiazana z przyjęciem kilkuset tysięcy uchodźców. Nie w pełni reprezentatywne sondaże przeprowadzone w Niemczech wśród uchodźców syryjskich pokazały, że są oni zdecydowanie lepiej wykształceni niż migranci pochodzący z wielu innych krajów oraz w porównaniu z przecietną syryjską. W mediach niemieckich podkreślano także, że pochodzą oni z kraju wyróżniającego się w świecie arabskim pod względem stopnia ześwieczczenia.

Napływ wielkej fali uchodźców doprowadził jednak do wyraźnego wzrostu lęków w społeczeństwie niemieckim o konsekwencje przyjęcia tak dużej populacji. Na początku sierpnia ponad połowa Niemców uznała, że do Niemiec nie przybywa zbyt wielu uchodźców. Przeciwnego zdania było więcej niż 40%. Bardzo duży wzrost liczby uchodźców we wrześniu i październiku spowodował wzrost obaw oraz negatywnego stosunku do ich przyjmowania na skalę masową. Na początku listopada połowa Niemców obawiała się, że zbyt dużo uchodźców przybywa do Niemiec, innego zdania było 48% badanych. W porównaniu z wrześniem liczba osób obawiających się zbyt dużego napływu wzrosła o 12%. Jeszcze pod koniec września większość Niemców niemal 60% było przekonanych, że państwo poradzi sobie z falą uchodźców, zaś 40% było innego zdania. W październiku wyraźne zwiększenie liczby uchodźców spowodowało, że grupa Niemców wierzących w poradzenie sobie z tym problemem przez państwo zmniejszyła się do 45%, zaś ponad połowa Niemców uznała, że kraj nie da sobie rady. W grudniu, gdy fala migracyjna osłabła, 51% Niemców uznało, że Niemcy jednak dadzą sobie radę, zaś 46% było innego zdania. Identyczny trend można było zaobserwować w przypadku przekonania, że kanclerz Merkel prowadzi dobrę politykę ws. uchodźców. Zajścia sylwestrowe spowodowały, że od grudnia 2015 r. do stycznia 2016 r. przekonanie, że Merkel nie radzi sobie z kryzysem wzrosło z 49% do 56% natomiast przekonanych, że sobie z nim radzi spadło z 47% do 39%. Jeszcze w sieprniu 45% Niemców uważało, że napływ uchodźców jest korzystyny dla Niemiec, zaś 33% było innego zdania. W styczniu 2016 r. ponad 40% uznało, że jest to niekorzystne, zaś niemal 40%, że korzystne.

W odpowiedzi na lęki związane z uchodźcami nastąpił okresowy i częściowy renesans popularności anty-islamskiej organizacji społecznej „Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu” (PEGIDA) . Dzięki napływowi dużej liczby migrantów jedna z jej październikowych demonstracji zgromadziła około 20 tys. osób. Dla porównania w największej demonstracji Pegidy w styczniu 2015 r. uczestniczyło 35 tys. osób. Wiosną tego roku na jej wiece przychodziło średnio kilkaset demonstrantów. Po piku w pażdzierniku, w grudniu frekwencja powróciła do poziomu z wiosny (kilkaset osób). W pażdzierniku 2015 r. jedynie 8% popierało Pegidę, zaś 85% wyrażało się o niej negatywnie. Dla porównania w grudniu 2014 r. w jednym z badań blisko 30% uważało demonstracje przeciw islamizacji za uzasadnione, zaś 13% było gotowych w nich wziąć udział. Przeciw uchodźcom wyraźnie zaaktywizowali się neonaziści. Według danych policji niemieckiej w 2015 r. do początku grudnia doszło do ponad 800 naruszenia prawa skierowanych przeciw uchodźcom. Było ich ponad cztery razy więcej niż w 2014 r. Wśród tych naruszeń prawa zdecydowaną większość stanowiły: antymigracyjna propaganda (ulotki, plakaty) podżegająca do nienawiści, akty wandalizmu (grafitti) i niszczenia mienia w schroniskach lub miejsach zaadaptowanych do tego celu. Doszło także do blisko 70 podpaleń (udanych i nieudanych). Ich liczba wzrosła 11-krotnie w porównaniu z 2014 r. Przypadki bezpośredniej agresji wobec uchodźców (pobicia, naruszenie nietykalności fizycznej, itd.) wystąpiły w ponad 60 przypadkach. Jednak, żaden z nich nie miał charakteru poważnego, czyli zagrażającego życiu lub grożącego trwałym kalectwem. W efekcie należy uznać, że reakcja społeczeństwa niemieckiego na napływ około miliona osób była raczej spokojna.

Kwestia uchodźców stała się kolejnym poważnym tematem spornym w relacjach polsko-niemieckich obok kwestii dotyczących energii, integracji europejskiej czy sfery bezpieczńswa. Pokazała ona fundamentalną różnicę w stosunku do muzułmanów między Polakami i Niemcami i ich elitami politycznymi. Dla zdecydowanej większości Polaków i rządzącej partii kluczowym kryterium akceptacji uchodźcy powinno być jego religia, nie zaś jego indywidualne doświadczenie. Dla większości Niemców i ich elit politycznych takie podejście jako dyskryminacyjne jest nie do zaakceptowania. Bardzo jasna dała do zrozumienia Merkel w październiku na zamkniętym spotkaniu członków Europejskiej Partii Ludowej „Jeśli ktoś mówi, nie mogę przyjąć tak wielu (uchodźców-AB), dajcie mi trochę więcej czasu, możemy zawsze w Europie znaleźć jakieś rozwiązanie. Jednak, kiedy ktoś mówi, że to nie jest moja Europa, gdy muzułmanie żyją w jakimś kraju, to muszę powiedzieć, że to są kwestie które nie można negocjować.”5 A priori odrzucenie muzułmańskich uchodźców zdaniem kanclerz, negatywnie wpływa na wiarygodność Europejczyków w świecie. Według niej taka postawa utrudnia walkę o prawa człowieka w świecie islamu. Merkel zadała retoryczne pytanie "Jak możemy zabiegać o wolność chrześcijan na świecie, jeżeli mówimy, że nie wpuścimy do nas muzułmanów i meczetów?" Merkel podkreśliła, że ze względu na własne doświadczenia z czasów NRD nie rozumie „zamkniętej” postawy mieszkańców Europy Środkowej w tym Polski. "To komiczne, że właśnie ci, którzy mogą być szczęśliwi z powodu zakończenia zimnej wojny, myślą, że mogą odizolować się od globalizacji". Ten światopoglądowy wymiar sporu między Polską i Niemcami został w ograniczonym stopniu zrozumiany w Polsce, gdzie percepcję problemu uchodźców zdominował aspekt bezpieczeństwa. Kolejną kwestią istotnie dzielącą Polskę i Niemcy jest zaproponowany przez Berlin stały system kwotowy w przypadku kolejnych uchodźców (który miałby być stosowany elastycznie), zdecydowanie odrzucony przez Warszawę. Prawo i Sprawiedliwość nawet dobrowolne przyjęcie 7 tys. uchodźców odebrało jako niemiecki dyktat będący atakiem na suwerenność państw członkowskich. Bardzo niebezpiecznym zjawiskiem jest łączenie przez PiS i związane z nim środowiska fobii anty-niemieckich z islamofobią. Ten proces zaczął się podczas kampanii wyborczej. Pro-PiSowski tygodnik „W Sieci” przedstawił na swej okładce uchodźców jako talibów ustylizowanych na słynne zdjęcie przedstawiających żołnierzy Wermachtu zrywających polskiego orła ze szlabanu granicznego w 1939 r.. Prezes Jarosław Kaczyński uznał, że problem uchodźców to sprawa wyłącznie Niemiec, które proponując system kwot, próbują narzucić innym swoje stanowisko. Dziennikarze sympatyzujący z PiSem oskarżyli wprost Niemcy o próbę... islamizacji Polski i zaprowadzenia nad Wisłą dyktatury „multi kulti”. Według polityków PiS i związanych z nimi mediów Merkel ze względu na jej wilkommenskultur jest głównym politykiem odpowiedzialnym za kryzys uchodźców. Podczas gdy, w 2015 r. zdecydowana większość uchodźców wyruszyła do Europy przed „otwarciem” niemieckiej granicy. W Polsce bardzo ograniczona jest także refleksja nad odpowiedzialnością Rosji i jej sojuszników na Bliskim Wschodzie za wywołanie działaniami zbrojnymi fali uchodźców.Tak emocjanalne nastawienie do Niemiec i muzułmanów oznacza, że próba porozumienia się między Warszawą i Berlinem w kwestii uchodźców może być bardzo trudna.


 

1 CBOS: 5 proc. Polaków za przyjmowaniem uchodźców z Bliskiego Wschodu, onet.pl, http://wiadomosci.onet.pl/kraj/cbos-5-proc-polakow-za-przyjmowaniem-uchodzcow-z-bliskiego-wschodu/1qehkx
2 http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/polacy-o-uchodzcach-sondaz-dla-faktow-tvn-i-tvn24,582002.html
3 http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1525523,Sondaz-polowa-Polakow-nie-boi-sie-islamizacji-Ponad-40-proc-widzi-zagrozenie
4 Stefan Wagstyl, Angela Merkel wins CDU backing on refugee policy, Financial Times, 14.12.2015,
http://www.ft.com/intl/cms/s/0/8a597384-a268-11e5-bc70-7ff6d4fd203a.html#axzz3yRFcEVti
5 Wenn einer sagt, ich kann nicht so viel, gebt mir ein bisschen Zeit, haben wir in Europa immer eine Regelung gefunden", so Merkel konziliant. "Wenn aber jemand sagt, das ist nicht mein Europa, wenn da Muslime im Land leben, dann muss ich sagen: Das sind Sachen, die kann man nicht verhandeln. http://www.spiegel.de/politik/deutschland/angela-merkel-bei-der-evp-merkel-kanzelt-osteuropaeer-ab-a-1056731.html

© 2016 Fundacja "Krzyżowa" dla Porozumienia Europejskiego.